wtorek, 4 lipca 2017

"The Call. Wezwanie" Peadar O'Guilin


Wyobraź sobie.

Siedzisz na przystanku autobusowym, czekając aż nadjedzie pojazd. Po lewej wesoło gawędzą dwie starsze panie z siatkami wypchanymi smakołykami dla wnuków. "Ah, widziałam te twoje róże przed domem! Są takie dorodne i aż oko się cieszy, kiedy człowiek na nie spojrzy!" - mówi jedna. Po prawej jakaś młoda kobieta ze zniecierpliwieniem stuka obcasem szpilki w brukową kostkę. Jej włosy są ciasno spięte, a okulary lekko przekrzywione.

A ty nagle znikasz.

Pojawiasz się w okrutnym równoległym świecie, nago i samemu. Rozpoczyna się Twój wyścig. Wyścig o przetrwanie. Masz trzy minuty. Uciekaj. Rozpoczynamy odliczanie.



Chyba miałam nieco zawyżone oczekiwania, co do tej książki. Myślałam, że kiedy tylko jej dotknę, to zostanę oparzona od tylu emocji, które się w niej piętrzą. Chciałam się przy niej śmiać, wzruszać i smucić. A tymczasem zostałam zaskoczona. Czy pozytywnie? Nie jestem w stanie stwierdzić.

Podobali mi się tu bohaterzy. Nessa, nastoletnia dziewczyna chora na polio, która jest niezwykle uparta, konsekwentna i odważna. Pomimo swojej ciężkiej sytuacji, wiedzy, że właściwie nikt nie wierzy w to, że uda jej się przeżyć Wezwanie ona brnie dalej, walczy i nie poddaje się. Anto - rówieśnik Nessy, który jest pacyfistą i wegetarianinem, woli dać się "sprać na kwaśne jabłko" niż posunąć do przemocy. Nie dorównuje innym chłopcom pod względem budowy ciała i sprawności fizycznej, za to pozostali nie są w stanie doścignąć go w sprycie i zuchwałości. Megan, która ma wszystko głęboko gdzieś, żyje chwilą i nie myśli o tym co będzie. Jest niezwykle wyszczekana i cwana, przez co zdarza jej się wpaść w kłopoty, co skutkuje Klatką.

I z tym punktem wiąże się jeden minus - chciałabym wiedzieć więcej. Nie czuję się nasycona informacjami. Jak każdy czytelnik, jestem po prostu ciekawa. Być może dowiem się więcej w następnej części książki (po cichu baaardzo na to liczę).


Zawiodłam się na fabule, bo sam pomysł był bardzo intrygujący i mógł odnieść sukces. I być może odniósł, ale ja nie załapałam bakcyla. Nie zaszkodziłoby, gdyby książka miała jeszcze dodatkowe sto stron; trochę więcej opisów relacji pomiędzy bohaterami; nieco więcej wiadomości o mieszkańcach Szaroziemi. Jeszcze jeden plus (może nie dotyczący treści, ale też istotna sprawa): wydanie - jest piękne! Kolorystyka, elementy graficzne, wszystko ze sobą współgra i te złote nagłówki - cudowności!

Co mnie szczególnie poraziło? Okrutność, z jaką stykali się bohaterzy "The Call". To, co ich wrogowie robili z rówieśnikami podczas Wezwania, sposób ich zemsty bywał naprawdę niesmaczny. Albo to faktycznie było tak drastyczne, albo ja jestem przewrażliwiona (być może to drugie).

Czytając tą książkę nie odczuwałam głębszych emocji, które by mnie jakoś szczególnie poruszyły. Jestem wrażliwą osobą i bardzo często płaczę podczas lektury lub parskam śmiechem, tym razem jednak nie dane mi było się ani pośmiać, ani popłakać. Czuję się trochę rozczarowana.

Podsumowując:  Ocena: 6/10  //  Warto przeczytać, jeśli ma się ochotę na lekką, niezobowiązującą książkę.

7 komentarzy:

  1. No takie mocne 2/10 Grarzynka.
    Zawsze tfoja
    Gertrótka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje wsparcie jest dla mnie naprawdę ważne, Gertuś XD

      Usuń
  2. Zastanawiałam się nad nią ale coraz więcej negatywnych opinii, chyba odpuszczę.

    Pozdrawiam :)
    ver-reads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest najgorsza, ale jest o wiele więcej lepszych książek. :)

      Usuń
  3. Mam tak samo jak ty, czuję pewien niedosyt, potrzebuje więcej informacji, ciekawostek. Może kolejna część nam tego dostarczy. Bo pomysł na fabułę jest naprawdę dobry, intrygujący, ale autor jakby do końca nie wykorzystał tego. A szkoda.

    Pozdrawiam, dodaję do obserwowanych i serdecznie zapraszam do siebie na recenzje książki "Rewizja",
    www.bookmoorning.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, skoro osoby wrażliwej i zwykle płaczącej nie poruszyło, to ja pewnie pozostałabym niewzruszona. Zniechęca, bo od książek oczekuję jednak pewnych emocji...

    Pozdrawiam,
    S.
    nieksiazkowy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja może się nie rozczarowałam tą książką, ale czegoś mi zabrakło... Mnie z kolei irytowali nieco bohaterowie, ale w tym sensie, że byli aż za bardzo dojrzali! Zero w nich dziecinności i ich zachowanie nie było do końca dopasowane do ich wieku, moim zdaniem (taaak, mogło to być spowodowane wyzwaniami, no ale jednak...). Ale fabułą akurat byłam całkiem ustysfakcjonowana :D Choć jak na wykorzystanie mitologii celtyckiej (mojej ulubionej achhhh)(swoją drogą, świetny pomysł z użyciem ów mitologii xD), to trochę za mało było tego wszystkiego. Drastyczność wydaje mi się, że dość spora była, ale też nie jestem dobrą osobą do oceniania tego, bo takie opisy czy widoki zawsze mnie odrzucały, choćby jakieś najmniejsze okrucieństwo ;x I jakichś większych emocji też nie czułam, niestety :( Także książkę oceniam jako nie najgorszą, ale bez szału. Może kiedyś przeczytam następną część, ale po czasie mam na to mniejszą ochotę niż jak zaraz po odłożeniu książki :P

    OdpowiedzUsuń